Hi coach. How is it going ?

57530942_691186217963750_3972898242617671680_n
Share on facebook
Share on twitter
Share on pinterest

Głównym celem wyjazdu była chęć rozwoju, opuszczenie strefy komfortu i sprawdzenie się w całkowicie odmiennym środowisku o innej kulturze oraz języku. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że decyzja o wysłaniu zgłoszenia z chęcią wyjazdu zapadła całkowicie spontanicznie późnym wieczorem. Czasami ze spontaniczności rodzi się coś fajnego, a w tym przypadku mówimy o przygodzie życia i niesamowitym doświadczeniu.

Trzeciego lipca wylądowałem w Los Angeles gdzie na drugi dzień miałem być odebrany z lotniska i przewieziony do miejsca, w którym odbywało się tygodniowe szkolenie dla kadry UK Soccer w Redlands. Na szkoleniu przebywali głównie trenerzy z Europy m.in Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Polski, Węgier. Dodam, że podobne szkolenia odbywały się również w pobliżu Chicago na wschodnim wybrzeżu, ponieważ firma UK International Soccer działa prawie na obszarze wszystkich stanów. Ja trafiłem do słonecznej Kalifornii, która już w pierwszych dniach przywitała mnie trzęsieniem ziemi. Po całym tygodniu szkoleń trenerzy zostawali przydzielani do ośrodków, w których miały odbywać się wakacyjne obozy piłkarskie. Każdy z niecierpliwością czekał na swoją pierwszą lokalizację obozu, ponieważ wcale nie było powiedziane, że jeśli wylądowałeś w Kalifornii to cały pobyt spędzisz właśnie tutaj. W taki oto sposób jedni trenerzy zostali wysłani do Kolorado, następni do Arizony, a jeszcze następni na Hawaje (szczęściarze). Ja, poza krótkim wyjazdem do Las Vegas w stanie Nevada, spędziłem większość czasu w Kalifornii odwiedzając takie miejsca jak San Diego czy Los Angeles ze słynną Aleją Gwiazd w Hollywood.

 

 

Przez pierwsze dwa miesiące wszyscy trenerzy pracowali na piłkarskich obozach dla dzieci i młodzieży, które bardziej przypominały  nasze polskie półkolonie. Dzieci przyjeżdżały w godzinach porannych aby popołudniu wrócić do domu i tak od poniedziałku-piątku.

Dobrze, ale co z zakwaterowaniem trenerów – można by zapytać?

W większości przypadków trenerzy byli przyjmowani przez tzw. host family. Były to rodziny, które w większości przypadków zapisały swoje dzieci na obóz i dodatkowo chciały bliżej poznać trenera lub po prostu byli otwarci na nowe doświadczenia. Zakwaterowanie było zupełnie bezpłatne. Czasami rodzin szukano w pierwszym dniu obozu, gdzie główny koordynator przedstawiał trenera uczestnikom i zostawiał decyzje rodzicom. Tak było choćby w moim przypadku, gdzie w pierwszym dniu po zakończeniu zajęć wylądowałem na desce surfingowej z gospodarzem mojej pierwszej host family. W taki oto sposób zawiązało się wiele fajnych kontaktów z ludźmi z za oceanu.  Tak tydzień w tydzień odwiedzałem nowe miejsca, poznawałem nowe rodziny i ich dzieci.

 

 

Co ze środkiem transportu?

Z racji tego, że na obozie nie byłem jedynym trenerem, firma zapewniała samochód i kartę paliwową na 2-3 trenerów, aby sprawnie dojeżdżać na miejsce, w których odbywały się obozy i nie tylko. Okres wrzesień-październik to już troszeczkę inny charakter pracy. Nie były to już obozy tylko treningi, które odbywały się jednym miejscu. Ja spędziłem te całe 2 miesiące w Venturze gdzie razem z trenerką z Anglii pomagaliśmy w prowadzeniu zajęć trenerom oraz rodzicom.

Dlaczego rodzicom?

Już tłumaczę. Piłka dziecięca w Stanach Zjednoczonych jest nadzorowana przez organizację AYSO (American Youth Soccer Organization), która organizuje rozgrywki dziecięce głównie na poziomie rekreacyjnym, zwanym w Europie grassrroots. Pracują tam głównie rodzice, którzy traktują to jako swoje hobby. Dlatego zajęcia zwykle miały na celu zapewnić dzieciom głównie dobrą zabawę. My jako trenerzy z Europy, gdzie piłka nożna obecnie znajduję się na nieco wyższym poziomie, mieliśmy za zadanie dawać cenne wskazówki trenerom (rodzicom) prowadzącym treningi. Zwracaliśmy uwagę przede wszystkim na zachowanie podczas weekendowych meczów, gdzie jak wszędzie na świecie czasami zapominano, że na boisku przebywają dzieci oraz to że na końcu liczy się coś więcej niż tylko ostateczny wynik. Wracając do treningów, bywało również tak, iż osobiście przeprowadzaliśmy jednostkę treningową, a trener danej drużyny notował co uważał dla siebie za najważniejsze.

Co z dziećmi, które mają potencjał piłkarski?

Dla dzieci z większym potencjałem piłkarskie istnieją drużyny AYSO extra gdzie treningi prowadzone są przez trenerów o wyższych kwalifikacjach oraz mają nieco inny charakter. Poza tym istnieją jeszcze kluby sportowe, które nie podlegają pod organizację AYSO natomiast wymagają już od strony rodziców większego wydatku. 

Ciekawostką, o czym wcześniej nie wspomniałem, jest to iż członkostwo w drużynie AYSO nie wymaga wysokich nakładów finansowych ze strony rodziców, bo jest to  symboliczna kwota, która pozwala na funkcjonowanie całej organizacji AYSO. Większość osób związanych z AYSO m.in. trenerzy, sędziowie, ludzie przygotowujący boiska pod weekendowe mecze, wykonują swoją pracę w czynie społecznym.

Z perspektywy czasu uważam wyjazd do USA za jedno z cenniejszych doświadczeń w moim „trenerskim” życiu. Kraj, w którym piłka nożna nie jest sportem narodowym, powoli chcąca rozwijać tę dziedzinę wśród dzieci i młodzieży, ukazuje inną stronę prowadzenia treningów. Nauka poprzez zabawę, w zupełnie odmiennej kulturze i klimacie, poszerzyła moje horyzonty i wprowadziła świeże pomysły na pracę w ojczystym kraju.

 

Skomentuj

Udostępnij znajomym!

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Zapisy na
turniej
Zapisy na
turniej
Zapisy na
turniej
Zapisy na
turniej
Zapisy na
turniej
Zapisy na
turniej